|
Mija ponad rok od czasu kiedy przejalem bezposrednia odpowiedzialnosc za misje w dysktrykcie Pangalana. Z pewnoscia Ci wszyscy co sledza rozwoj naszej misji na Madagaskarze wiedza juz co nieco o dystrykcie Pangalana. Lektura listow moich polskich wspolbraci,ktorzy tutaj byli przede mna na pewno juz dala pewne wyobrazenie o ludziach i zwyczajach tutaj panujacych. Jest prawda, ze jako mlody misjonarz stawiam pierwsze kroki i ucze sie ludzi i ich mentalnosci. Wedlug zlotej reguly misyjnej wpierw trzeba obserwowac i probowac zrozumiec, aby pozniej moc zmieniac czy uszlachetniac. Staram sie to wiernie wprowadzacw zycie, ale opisze Wam jeden zwyczaj z plemienia Antambahoaka, z ktorym nie idzie mi sie pogodzic i patrzec obojetnie.
Centrum mojego dystryktu Pangalana jest wioska Ambohitsara, stolica plemienia Antambahoaka. Plemie Antambahoaka nie jest zbyt liczne, ale zakorzenione w tym regionie od wiekow i kulturowo mocno oddzialywuje na pozostale plemiona zamieszkujace te okolice. Obok Antambahoaka sa tutaj wioski plemienia Antemoro, Betsimisaraka i nieco poza Pangalana rowniez Antanala. Po dzis dzien kazde z okolo 20 plemion zamieszkujacych Madagaskar trzyma sie swoich „fady” czyli zakazow albo „taboo”.
Dla niektorych sa to na przyklad zakazy pracowania w okreslone dni, spozywania okreslonych pokarmow, zawierania malzenstwa z okreslonymi osobami itp. Ogolnie rzec biorac wiele z tych „fady” nie sprzyja rozwojowi i otwarciu sie na swiat wymienionych plemion. Niektore z nich hamuja postep ewangelizacji tych regionow. Jednym „z fady” ,ktore mnie osobiscie bardzo szokuje i ktore besposrednio godzi w godnosc czlowieka jest zakaz wychowywania blizniakow w plemieniu Antambahoaka. Po malgasku „zaza-kambana” znaczy „dzieci-bliĽniaki”. Według mentalnosci plemienia Antambahoaka dzieci „bliźniaki” sprowadzaja nieszczęście na rodzinę. Sa przekonani, iz jesli takie dzieci zamieszkajš z rodzinš, to w najbliższym czasie ktoś zachoruje albo nawet umrze. Dlatego też żywot tych dzieci jest jednoznaczny – muszš umrzeć. Umra bowiem zaraz po porodzie matka odstawia owe niemowleta i ani na chwile nie przystawi do piersi!!! „Fady”!!! Dzieci po prostu umra z glodu jesli ktos sie nimi nie zaopiekuje. Jak dotychczas niewiele zmienil fakt presji ze strony Kosciola czy innych organizacji z poza Madagaskaru. Po dzis dzien fady jest fady. Tradycyjny sposob na uwolnienie dzieci od „zlowieszczego losu” jest tzw. proba wolu... Kładzie się dzieci na drodze, po której później maja przejść woly. Jeśli po takim przejsciu dzieci przeżyjš, znaczy to, że sš oczyszczone i mogš zamieszkać z rodzinš. Jeśli jednak nie przeżyjš, oznacza to, że były nieczyste i nie powinny żyć. Wiadomym jednak jest, że tylko cud moglby dac szanse dziecku na przeżycie takiej próby…
Aby ratowac owe dzieci, w Mananjary czy w okolicy niektore organizacje dobroczynne tworza sierocince dla tych dzieci przejmujac calkowicie prawa rodzicielskie. W miare szybko bezposrednio i osobiscie zetknalem sie z takimi przypadkami od czasu mojej misyjnej obecnosci w dystrykcie Pangalana, posrod plemienia Antambahoaka. Kiedys juz slyszalem, ze moj wspolbrat O. Grad zaadoptowal w przeszlosci blizniaki a O. Bebjak zdecydowal sie na zorganizowanie malego przytulku wlasnie w Ambohitsara, gdzie ja obecnie pracuje. Osobiscie w krotkim czasie mialem dwa takie przypadki i musialem ratowac sytuacje, a glownie niemowleta.... Trudnym do zaakceptowania byl dodatkowy fakt, ze rodzice blizniakow byli juz katolikami!!! Smutne to, bo widać, jak bardzo jeszcze zwyczaje tradycyjne sš głęboko zakorzenione w ludziach. Przesad goruje nad wiara, o ile o wierze jeszcze mozna mowic. Tak, to smutne doswiadczenie dla misjonarza. Nie ukrywam mego „swietego zagniewania” glownie podczas kazania i rozmow z ludzmi. Ale jestem swiadom, ze musze to czynic z rozwaga, aby ludzie calkowicie sie ode mnie nie odsuneli. Owszem daje jasno im do zrozumienia, ze taka postawa nie godzi sie z Ewangelia, a z drugiej strony widze pod jaka presja plemienia sa matki, ktore byly by gotowe zachowac dzieci blizniaki. Przypomina mi sie sytuacja jednego z chlopcow, zwanego Patrick, wlasnie z Ambohitsara, ktorego matka postawila sie i przyjela swe blizniaki. Jedno z dzieci szybko zmarlo i pozostal tylko Patrick, ale nie zmienilo to jego statutu socjalnego w lonie klanu. Po dzis dzien Patrcik jest traktowany jak czarna owca i nie ma jeszcze wstepu do „krolewskiego domu” (tranobe) swojego plemienia. Widmo „fady” ciazy nad calym jego zyciem raniac go psychicznie i duchowo. Ewangelia jest wyzwaniem i zaczynem,to do niej ma sie dostosowac kultura danego ludu, ale jako misjonarze wiemy, ze potrzeba czasu. Poki co jestesmy jak prorocy czesto osamotnieni i bezradni widzac niesprawiedliwosc, ktorej nie mozna zaradzic. Zabralem moja czworke blizniakow do Mananjary, do sierocinca. Wpierw jako przybrany „tata” ochrzcilem otwierajac im droge do Krolestwa Jezusowego, w ktorym na pierwszym miejscu sa wlasnie pokrzywdzone i niewinne dzieci. o. Paweł Gałła, svd Madagaskar |