|
Ojcze wroc do wiezienia... Kilka miesiecy temu O. Czeslaw Sadecki, werbista zakonczyl swoj niezwykly serwis pastoralny jako kapelan wiezienia w miescie Mananjary, na Madagaskarze. Bedac przelozonym Regii na Madagaskarze rownoczesnie kontynuowal swoja posluge kapelana dobrych kilka lat. Czesiek nie lubi mowic o sobie,jest za skromny,dlatego ja w jego imieniu pragne podzielic sie jego doswiadczeniem. Po czesci bylem swiadkiem tego co czynil i osobiscie wiem o sytuacji wiezniow w naszym regionie, a takze niekiedy bylem z wizyta posrodku.
Juz odchodzac z poslugi kapelana Czesiek zostawil po sobie bardzo dobre wspomnienie posrod wiezniow, straznikow i kierownictwa wiezienia. Juz jako radca Regionu zajrzalem do archiwum i widzialem specjalna petycje z dziesiatkami podpisow i prosba o powrot Czeska do « wiezienia »...Co stoi za slowem « kapelan wiezienia » na Madagaskarze ? To nie to samo co w Polsce. Tutaj zadanie kapelana polega glownie na tym, aby wiezniom dac jesc i zapewnic podstawowa opieke lekarska. Jesli w minimalnym wymiarze tego zabraknie, to polowa wiezniow umrze przed osadzeniem. Umrze z glodu, z wycienczenia, z prostych chocby chorob. Niewielu w Polsce moze sobie wyobrazic co to znaczy byc wiezniem na Madagaskarze. Cela wiezienna w Mananjary to jeden duzy hangar. Na noc okolo ponad 300 wiezniow za zamknieci i stloczeni jeden obok drugiego w okrutnym goracu w porze deszczowej, albo w przejmujacym zimnie w porze chlodnej. Jeszcze nie tak dawno kladli sie bezposrednio na posadzce. Jesli mieli pod soba jakas mate slomiana to ich szczescie. Czesiek zadbalo to,aby kazdy wiezien mial swoj osobisty koc. Nie na dlugo. Czesc wiezniow albo sprzedala czy wymienila koc na ryz, albo po prostu powykradali sobie zgodnie z hierarchia wiezienna.Tutaj mamy do czynienia z klasyczna walka o byt. Podczas dnia skuleni w kuckach czesto w prazacym sloncu,pod murem, ze wzrokiem bez wyrazu, bez nadziei. To nie zycie,to wegetacja. Brudni jak nieszczescie, w poszarpanych koszulach, a raczej lachmanach. Jesli ktorys swiezo przybyly ma co nieco bagazu, to skrzetnie trzyma przy sobie. Nie na dlugo bedzie to mial, jesli zechce przezyc, to bedzie musial to oddac. Regulowanie rachunkow zwykle odbywa sie noca.
Tylko trzy razy w tygodniu wiezniowie otrzymuja z rzadu po kawalku suchego manioku, ktory sami musza sobie ugotowac. Nikt sie nie martwi w czym i skad wziac opal. Musza sie sami zorganizowac. Kto da reszte jedzenia ? Wlasnie. Administracja wiezienia nie przejmuje sie. Dobrze ze jest kapelan i jego wspolpracowniczki Siostry misjonarki. Aby wiezniowie mogli przezyc lamia sobie glowe, aby ciagle organizowac dla nich pomoc . To obniza znacznie procent smiertelnosci. Czesiek walczyl o wiecej. Jako wyksztalcony adwokat zna sie na prawie. Mial odwage pukac do drzwi Prokuratorow, Sedziow, Naczelnika i innych wielkich tego swiata i domagal sie poszanowania minimalnych praw czlowieka, nawet tego winnego. Domagal sie szybkich procesow. Udalo mu sie zapewnic wizyte lekarza na kazdy dzien, a byl pelen szczescia kiedy pozyskal z pewnej Organizacji podstawowy stok lekow dla wiezniow. Wowczas smial sie i zartowal, ze teraz nie boi sie byc wiezniem, bo jest czym leczyc.... Jest wiadomym ze ci co sa we wiezieniu to nie swietoszkowie. Wielu z nich to powazni przestepcy, nie mozna byc naiwnym. Jednak i ci potrzebuja Slowa wiary. Z inicjatywy kapelana wiezniowie maja szanse na lekcje katechizmu. Zdarza sie, ze spowiadaja sie i przyjmuja komunie. W osobie kapelana Chrystus jest posrod nich. Dopoki mial fundusze to Czesiek odchodzacym z wiezienia dawal wyprawke. To glownie kilka groszy na ryz w drodze powrotnej do domu,czesto pieszo i kilka dni. Po jakims czasie musial zrezygnowac z tej formy milosierdzia bo za bardzo sie przyzwyczaili.Kazdego dnia grupka wiezniow czekala na niego pod domem oczekujac « wyprawki »... Czesiek jest mocny, musial sie oswoic. Jak owego dnia kiedy rano znaleziono wieznia martwego, ale bez glowy. Albo kiedy indziej jednego dnia pochowano czterech, ale w nocy ktos wykradl ciala. Koszmar ! Najwiekszym nieszczesciem wiezniow na calym Madagaskarze to pobyt nawet kilka ladnych lat bez osadzenia. W tym kompletnym balaganie i lenistwie administracji za kradziez « glupiej »kury mozesz odsiedziec ponad rok, bo cie jeszcze nie osadzono. Co najtragiczniejsze, wczesniej mozesz umrzec, nie ze ktos cie zabije. Umrzesz z glodu i chlodu, z chorob ktorych tu w tropiku nie brakuje. Mimo opieki kapelana i jego ekipy to i tak odsetek smiertelnosci nie jest maly.
W takich warunkach obecnosc misjonarza to znak nadziei i pokrzepienia. Najwiekszym osiagnieciem Czeska to budowa malej Przychodni lekarskiej posrodku placu wieziennego. To wydarzenie na skale calego Madagaskaru, bowiem w zadnym innym miejscu tego nie bylo. Z gratulacjami na otwarcie mial przyjechac nawet sam Minister Sprawiedliwosci. Uczestniczylem akurat w tym otwarciu. Przy okazji bezkarnie moglismy z O. Pawlem zrobic kilka zdjec uwieczniajac realia zycia wiezniow, a glownie ich twarze... Ojciec kapelan wykorzystal umiejetnie obecnosc wysoko postawionych wladz i dolozyl im konkretnie o wymogach praw czlowieka w XXI wieku. Kontrast miedzy nami ktorzy sprawowalismy liturgie na placu wieziennym, a wiezniami byl niesmaczny. Tutaj czysty »liturgiczny » Pan Jesuz, a obok ten skazany, zawrzodzony i zglodnialy. Zle sie czulem, modlitwa mi nie szla...Dobrze, ze akurat w ten dzien Czesiek postaral sie, ze wszyscy wiezniowie dostali kazdy obfita miche ryzu i nawet kawalek miesa. To szczyt szczescia. Dzisiaj Czeskowi pozostalo tylko wspomnienie, ale cos trwalego pozostalo w jego sercu. Na pierwszy rzut oka surowy on, ale nie oprze sie czesto wskoczyc do wiezienia. « Zle » przyzwyczajenia nie daja sie latwo wyleczyc..cha...cha. Ojcze wroc tu jeszcze.... |