Webdesign Erfurt
Start arrow Nasze placówki misyjne arrow Wielkanocny obchod w buszu- K. Kolodynski,SVD środa, 07. stycznia 2009
Nowości
Popularne
kwi 27 2008
Wielkanocny obchod w buszu- K. Kolodynski,SVD Drukuj Wyślij znajomemu
Dodał: Krzysztof Laskowski   
27.04.2008.

 W okresie wielkanocnym tego roku po raz pierwszy jako ksiadz prowadzilem celebracje calego Triduum. Nie brakowalo wiec emocji i obaw, by o czyms waznym nie zapomniec. Ciekawym przezyciem bylo dla mnie obmycie nog. Podczas kazania nie mowilem za wiele wyjasniajac, ze wlasnie ten gest obmycia nog jest tak bardzo jasna lekcja, abysmy umieli byc gotowi sluzyc innym, byc gotowym dbac o dobro drugiego czlowieka. Gest Chrystusa na pewno do dzis zawstydza i jest szczegolnym wezwaniem dla tych, ktorzy dbaja jedynie o swoje dobro, i tak bardzo czesto, i jedynie te materialne lub zwiazane z uzyskanie pozycji. Tak mi sie wydaje, ze to udalo mi si po malgasku powiedziec, ale pewny nie jestem, he …

Wspolna adoracja

Z opowiadan Dericka (a byl on tam rowniez w ubieglym roku) dowiedzialem sie, ze moze byc problem z adoracji, gdyz ostatnio po Eucharystii sporo ludzi sie rozeszlo, by przygotowac posilek i juz nie powrocili na czas modlitwy. Wstepnie ustalilem z katechista i visiterem (funkcja ktora polega na wizytowaniu wiosek danego podregionu w dystrykcie), ze oni sami rozdziela grupy na to czuwanie przewidziane do polnocy. Ostatecznie jednak na celebracje tego dnia nie przyszlo zbyt wielu chrzescijan z pobliskich wiosek i zapadla decyzja, ze wszyscy zostaja, by czuwac z cierpiacym Chrystusem.

Rozpoczalem spontaniczna modlitwa, byla chwila ciszy, potem piesn i tak kolejne osoby modlily sie w roznych intencjach. Wczesniej zachecilem, by w sposob szczegolny modlic sie tego dnia za kaplanow, dzieki ktorym tak wiele dobra i sam Chrystus przychodzi do naszego zycia. Dziekowalismy wiec za wszystkich kaplanow, ktorzy towarzyszyli nam od poczatkow naszego zycia, czy naszej wiary. Podczas homilii pytalem ilu kaplanow znaja i pamietaja.

Zachecilem do dziekczynienia za dar obecnosci kazdego, ktory dotartl do nich ze slowem Boga. Zartobliwie dodalem, ze osobiscie musze modlic sie bardzo dlugo, gdyz towarzyszylo mi i znam wiecej niz stu kaplanow. To bardzo zdziwilo mych sluchaczy i co niektorzy nie mogli sie nadziwic. Musze przyznac, ze czas adoracji przezylismy bardzo szczegolnie, co takze wyczulem podczas sakramentu pojednania. Okolo godziny 23, katechista poprosil mnie o zakonczenie tej modlitwy. To byla juz dla nich pozna pora, a i komary mocno doskwieraly. I ja stwierdzilem, ze to dobry pomysl, bo wszyscy do tej pory bylismy w kosciele. To byl prawdziwie przezyty czas modlitwy.

Wielki Piatek

O godzinie 9 (z malym poslizgiem) rozpoczelismy Droge Krzyzowa w centrum wioski. I tak powoli, wg rozstawionych stacji posuwalismy sie w kierunku kosciola (ok. 400m). Pomiedzy stacjami jedna z osob dzwigala wielki krzyz. Modlitwe te prowadzili wierni. Zakonczylismy na 11 stacji, by wszyscy mogli udac sie do domow na posilek i przybyc na 15 : 00 i rozpoczac celebracje wielkopiatkowe. Chcialem przygotowac modlitwe powszechna spiewana. Jest ona tego dnia bardzo rozbudowana i wymowna. Niestety, troche zabraklo czasu. Podczas dalszej spowiedzi dla dzieci i mlodziezy za pokute dodatkowo dawalem prosbe o przyniesienie symbolicznego kamienia wyrazajacego ich grzechy.

Tak uzbieral sie maly stos z ktorego powstal grob dla Chrystusa. No potrzeba bylo troche jeszcze doniesc. Nie wiem, czy to grzechow braklo, czy ich poczucia, a moze te doniesione symbolizowaly tych, ktorzy jeszcze nie odpowiedzieli na te milosc wyrazona na drzewie Krzyza. Adoracja Krzyza i cala celebracja wielkopiatkowa przebiegla w wielkiej zadumie. Po zakonczeniu celebracji symbolicznie « pochowalismy » statuetke Jezusa z dodatkiem elementow wg rytualu pogrzebu malgaskiego w przygotowanym uprzednio grobie. Potem cala wspolnota pozostala jeszcze przez chwile i modlilismy sie przy Grobie Panskim.

Wielka Sobota

W sobote zaczely sie dopiero schodzic tzw. « Zana-piangonona », czyli wspolnoty wioskowe nalezace do tego pod-centrum dystryktu. W tym dniu mocno skupilem sie na przygotowaniu liturgii, gdyz jest ona bogata i pelna symboli. Ludzie, moze nie o tym czasie, co by sie chcialo, ale zeszli sie, by przystroic kosciol i przygotowac modlitwy i tance liturgiczne. Do poludnia spowiadalem i spowiadalem. Po raz kolejny bylo to dla mnie nie latwe, ale jak dla kazdego kaplana, budujace doswiadczenie. Po poludniu kontynuowalem spowiedz, jak i dogladalem przygotowan.

 Dobrze, ze kazania w miare udalo mi sie przygotowac przed swietami, bo ciezko by mi bylo nagle cos dobrze przygotowac po malgasku. Przegladajac program tej wielkiej nocy przypomnialo mi sie, ze przeciez jeszcze musze przygotowac « exultet » - uroczysta piesn wychwalajaca Chrystusa, ktorego symbolizuje Paschal. Co prawda spiewalem go juz po malgasku, a bylo to dokladnie 3 lata temu i w tej samej wiosce. Tak to sie stalo, ze
przyjechalem tu do Gallusa (ktory tu wtedy pracowal) i z nim przezywalem te swieta (jeszcze jako seminarzysta), przed samym moim wyjazdem powrotnym do Polski. Melodie juz zapomnialem i nie bylo za bardzo komu mi ja przypomniec. Na szczescie, jak sie okazalo Derick z mlodzieza juz przygotowal te piesn, ktora juz w tamtym roku nauczyli sie od jednego zdolnego chrzescijanina. W sumie wiem, ze powinien to spiewac diakon lub kaplan, ale co ja mialem zrobic jak tyle bylo na mej glowie, a mlodzi ochotnie byli gotowi zaangazowac sie w te przygotowania.

Zapomnialem dodac, ze jak zwykle oswietlenie zapewnil nam tutejszy handlarz, metys-chinczyk. Ramose (Pan) Edit jest bardzo wierzacy w przeciwienstwie do wielu innych handlarzy, ktorzy tylko zbijaja interes. Juz w Wielki Czwartek przyslal ludzi i zamontowali jedna baterie akumulatorowa. Na wielka Sobote dowiozl jeszcze druga i sam czuwal, aby w odpowiednim momencie « przyszla » swiatlosc. Pamietam go dobrze z Bozego Narodzenia, kiedy to przywiozl sporo dekoracji i osobiscie je instalowal w kosciele. Na prezent ofiarowal wtedy Droge Krzyzowa w obrazkach formatu A4, ktore wczesniej zalaminowal. Musze przyznac, ze ciekawilo mnie to jego zaangazowanie. W sumie za duzo nie mowil – przyjezdzal w odpowiednim czasie i sie angazowal. Zlapalem sie troche na pewnym stereotypie bogatych. Myslalem, ze jako bogatszy od innych daje z tego, co moze mu zbywa, ze jego religijnosc wyraza sie w tym, ze ofiarowuje cos wiecej, by moze nadrobic tym jakies swoje bledy. Mozecie sobie wyobrazic
jakie bylo moje zdziwienie, jak przybyl z zona tuz przed rozpoczeciem sobotniej celebracji i ... poprosil o spowiedz.

Nie tylko to mnie zaskoczylo, ze o to poprosil, ale przede wszystkim jego postawa i to, co wyrazil, by pojednac sie z Bogiem i powrocic do stanu laski. Byla to dla mnie kolejna lekcja, ze czlowieka nie mozna oceniac po zewnetrznych rzeczach, czy utartych stereotypach. Po chwili rozpoczela sie uroczystosc przy zapalonym ognisku. Po chwili juz spiewalem : « Fahazavan’i Kristy » (« Swiatlo Chrystusa ») i po kolei przezywalismy kolejne etapy wielkosobotniej liturgii. Nie bylo chrztow, ze wzgledu na przyszly przyjazd biskupa, ale cala uroczystosc byla dostojna i po raz kolejny doswiadczylismy tej prawdy, ze Chrystus nie tylko umarl , ale i zmartwychwstal, by otworzyc nam droge do zycia wiecznego ! Po Mszy Sw. tradycyjnie odbyly sie regionalne wystepy « kilalao », ktore reprezentowaly odpowiednie wspolnoty dzieci i mlodziezy z wiosek przybylych z okolicy.

Wszystko trwalo do polnocy. Potem z Derickiem dokonalismy « spalaszowania » sporego melona, ktory podarawal nam wczesniej jeden z miejscowych nauczycieli. Nie bylo to moze nadzwyczajna uczta swiateczna, ale dla nas bylo to konkretne wzmocnienie. Trzy dni pracowalismy i modlilismy sie intensywnie. Tam nie bylo przerwy ! Caly czas bylismy podczas naszych chrzescijan i nie bylo mowy, ze pojdziemy sobie « do domu » gdzies odpoczac. Na te 4 dni Marofototra stala sie nam domem i to « zamieszkiwanie » pomimo, ze nas sporo wymeczylo, to dalo nam satysfakcje, z tego, ze nasza obecnoscia moglismy ubogacic czas swiateczny. Tylko 4 miejscowosci, sposrod 68 w naszym dystrykcie moglo cieszyc sie obecnoscia kaplanow i seminarzystow.

Niedziela Zmartwychwstania

O jak twardo spalem ! Obudzilem sie o 7 : 30. Nie slyszalem nawet od 5 :00 krzatajacych sie kobiet, ktore jak zwykle z poswieceniem przygotowywaly posilek i przynosily wode do malej budki, ktora byla moim miejscem na kapiel. Bylem naprawde zmeczony. Nikt nie wazyl sie mnie budzic, choc wiedzieli, ze juz powinienem byc na nogach. Wstalem pospiesznie, gdyz o 9 :00 miala byc uroczysta Msza Niedzieli Zmartwychwstania. Pomimo uroczystej oprawy brakowalo mi troche bielickich strazakow i tego huku kaskow bijacych o posadzke, ktore obwieszczaja ten moment Zmartwychwstania. Tak to jest, ze pomimo tutejszych klimatow czlowiek rwie myslami do rodzinnych stron ! Mam nadzieje, ze owocnie i radosnie przezyliscie ten czas. Jeszcze raz dziekuje za wszelkie zyczenia i pamiec !

Pozegnanie

Po Mszy czekal na nas juz obiad. Wielu chrzescijan przychodzilo jeszcze by sie pozegnac. Chyba nie potrzebnie powiedzialem im, ze za kilka dni opuszcze ich, gdyz przelozeni skierowuja mnie do nowego, odleglego regionu. Warto bylo jednak to powiedziec, bo to rowniez okazja, by poprosic o modlitewne wsparcie. Okolo 13 wyruszylismy w droge powrotna, bo trzeba bylo przed zmrokiem dotrzec do Mahavok. Sloneczko przygrzewalo, ale to lepsze niz tutejszy deszcz, ktory wyjatkowo nas oszczedzil. Powroty zawsze wydaja sie dluzsze i nie tylko sie to wydawalo. Szlismy ponad 5 godzin prawie bez ustanku. Nie wracal z nami Gisi i juz tak nie gonilismy, ale tempo bylo dosc konkretne i rowne.

Z igly widly ...

Nie spodziewalem sie jednak jaki problem mnie czekal po powrocie. No to nie ten, ze moj wspolbrat proboszcz zobaczy troche powygniatane auto po swym powrocie (choc i z tego powodu jeszcze serce mnie bolalo). Z malego drobiazgu zrobil sie problem. Otoz jeszcze przed swietami stuknalem lekko noga gdzies w motor podczas przeprowadzania go przez ogromna kaluze blota. To bylo male stluczonko (15cm powyzej kostki, przy samym piszczelu), ktore zobaczylem dopiero podczas prysznica, gdzie cos mnie zapieklo. Smieszna sprawa ! Przed wyprawa do Marofototra zdezynfekowalem to i nalozylem plaster. Problem w tym, ze po przeprawie przez rzeke plaster odpadl i coz, pomyslalem, ze zajme sie tym po dojsciu. Fakt, ze bylo sporo bagnistych miejsc, gdzie wody i blota nie szlo uniknac. W Marofototra przeczyscilem rane, do ktorej trafilo toche brudu i ok. Po 2 dniach zaczelo mi sie przy strupku zbierac woda, czy ropa, wiec znow to sobie wyczyscilem, ale co z tego, jak w drodze powrotnej te same blota, itd.

 W Mahavokach ponownie akcja dezynfekcji. Zobaczylem jednak, ze sprawa sie skomplikowala i trudno bylo oczyscic te rane, ktora juz znacznie sie powiekszyla i poglebila. Na dodatek wokolo pojawilo sie spore zaczerwienienie i ogolnie juz mnie ta noga zaczela bolec. O. Jozef w kolejnym dniu nalozym mi jakas czarna masc ichtiolowa, czy jaka i powiedzial, ze na drugi dzien wszystko wyjdzie i bedzie ok. I tak w kolejnym dniu ruszalem do Mananjary. Poradzil mi pojechac do jego znajomego infirmiarza przy jednej przychodni lekarskiej. Powiedziel, ze ten mnie w 2 dni wyleczy. Ten jak mnie z tym zobaczyl, to zapytal, gdzie to ja bylem ! To juz nie wygladalo za dobrze. Pojawily sie male grudki, ktore swiadczyly o rozwoju jakichs paskudnych bakterii.

Przeczyscil mi te rane, nalozyl masc, jedna siostr przypisala mi antybiotyk i dostalem opatrunki « na droge » gdyz na drugi dzien wyplywalem na Pielgrzymke do dystryktu Gallusa. I tak to juz 8 dni minelo od tego dnia i wciaz co dwa dni mam zmieniane opatrunki. Teraz dostaje jakies plastry ze specjalnym lekiem w sobie, ktore wyciagaja te wszelkie bakterzyska. Pojutrze wyjezdzam w strone mojej nowej misji i tez jeszcze na droge otrzymalem 6 plastrow i zalecenia co do dezynfekcji. Dzis Pierrot, bo tak nazywa sie ten infirmiarz, powiedzial, ze juz sie sporo poprawilo, choc ja nadal widze niezla dziure w mej nodze.


No juz mnie nic nie boli, ale nigdy nie sadzilem, ze z takiej malej « igly » wyjda takie duze « widly ». No to sa takie male dodatki w naszej dzialnosci. Wierzcie mi jednak, ze sa tu wieksze problemy. I tu prosze o modlitwe w intencji naszej calej wspolnoty misjonarzy SVD. Rozpoczelismy prace z nowa rada regionalna, dokonalo sie sporo zmian, nominacji, ale tez zaszlo pewne nieprzyjemne wydarzenie. Tyle moge napisac, proszac Was o wsparcie modlitewne, by Duch Swiety dodal nam sile do podjecia nowych zadan i swiezych sil do kontynuowania naszej pracy na ziemi malgaskiej.

Ladowanie

Na tym bede konczyl, bo jak zwykle troche sie zaangazowalem w szczegoly, he ! Ostatnio dowiedzialem sie, ze moje relacje trafiaja az do rak moich nauczycieli z Technikum w Nysie. To pan Kaszuba pewnie juz podjal odpowiednio dowcipne komentarze. To byly czasy, ktore wspominam z sentymentem. Pozdrawiam cale grono nauczycielskie, ktore nas uczylo i jeszcze pamieta ! Specjalne pozdrowienia dla Pani Bojanowskiej, Maj i Pliszczak, jak i dla pamietajacej Pani Sekretarki ! To powiekszajace sie grono moze wplynac na to, ze bardziej zaczne uwazac na to, co i jak pisze. No nie, zartuje !

Chyba nie jest tak zle, jak sama polonistka napisala, ze nigdy sie nie spodziewala po mnie takich tekstow. Zbytnio sie nie staram. Po prostu probuje przekazac choc niewielki blysk tego, co sam tu przezywam. To bardzo trudno wyrazic i oddac realnie, ale jest to jakas relacja polaczona z refleksja, ktora chce sie podzielic z Rodzina, Wspolbracmi, czy z Wami Drodzy Znajomi, ktorym tak czesto wiele zawdzieczam. Ostatnio walcze, by odpisywac na Wasze osobiste listy ! Sa one dla mnie wielkim wzmocnieniem i dlatego przepraszam tym bardziej, ze nie do wszystkich udaje mi sie odpisac oddzielnie i od razu. Pragne tylko powiedziec, ze jak ktos jest uparty, to na pewno doczeka sie odpowiedzi.

« Nasza klasa »

Tak. Ten portal internetowy ostatnio spowodowal, ze moglem wymienic choc pare slow z niektorymi znajomymi z moich klas, do ktorych uczeszczalem w podstawowce i technikum. Wszystko zaczelo sie od klasy z podstawowki w Lambinowicach. Tu sporo emocji, bo zobaczylem zdjecia tych, ktorych nie widzialem od 1990 roku. Dziekuje za te wymiane slow, ktora przypomnial stare czasy, ale i pozwolila zobaczyc, gdzie teraz jestescie i co robicie. Potem odkrylem klase z technikum i tu kolejne niespodzianki, gdyz z niektorymi kontakt urwal sie totalnie, a tu moglem dowiedziec sie co nie co o niektorych.

Ostatnio udalo mi sie dotrzec do podstawowki z Bielic, ale znalazlem tam jedynie 2 osoby z klasy. Niemniej ciekawie zagladac na ten portal. Szkoda, ze mam tak slaby dostep. Zmienilismy troche internet tu w domu regionalnym, ale i tak polskie strony otwieraja sie tak sobie, a « nasza-klasa » czesto jest przepchana, ale coz tu sie dziwic – zyskala prawdziwa popularnosc i lacza sie grzeja ! I tym akcentem koncze ten list. U nas tutaj ostatnio same burze. Niech jednak w Waszych sercach panuje spokoj !


Ps. Z serii przygody z motorem. Ostatnio zaliczylem druga gume w drodze do Mananjary. Niesamowite mialem szczescie, bo stalo sie to na 3 km przed miastem. Powietrze uchodzilo powoli, wiec cisnalem, co sie dalo, by dotrzec choc do pierwszych zabudowan. Policjanci przy barazu dziwili sie to tak mecze ten motor na « czworce », a ja wymieniajac pozdrowienie nie dawalem za wygrana i prosto do naprawy. No 200 metrow tylko prowadzilem, bo juz sie niewiele tego powietrza pozostalo. Mialem ciezki plecak i te moja noge z bonusem.

Aby dotrzec do naszego domu, bylem zmuszony do wziecia (pierwszy raz tutaj !) pousse-pousse, tzw. taxi-ryksze, ktora ciagnie czlowiek. Nigdy z tego nie korzystalem, bo dziwnie bym sie czul, ze ktos mnie musi wlec. No i tak sie zle czulem, ale w koncu to dla wielu sposob na zarobek. Moj « szofer » przeciwnie, ucieszyl sie, ze znalazl klienta, dobilismy cene (i tu nie byl juz taki zadowolony) i tak dotarlem do domu na obiad. Na koncu okazalo sie, ze nie mam drobnych i ostatecznie moj « szofer » zarobil swiatecznie. A co tam ! Ja tez tego dnia mialem wielkiego farta z motorem.


Krzysiek Kolodynski-Madagascar 04.2008

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Kanał RSS
Wybierz Język
  • Polish
  • English
  • French
Dzisiaj jest..
7 Stycznia 2009
Środa
Imieniny obchodzą:
Chociesław, Izydor,
Julian, Lucjan,
Walenty
Do końca roku zostało 359 dni.
Rozmaitości
Księga Gości
Galeria zdjęć
Ciekawe strony
Mapa strony
Aktualnie jest godzina
Kontakt
Napisz do nas
Wyszukiwarka
Pioneer
© 2009 Regia Madagaskar, SVD - Werbiści na Madagaskarze
Projekt, realizacja i wykonanie, Krzysztof Laskowski